Schron 7/7

Wydana w Polsce po 3 latach od wydania oryginału (tyle czasu minęło, to chociaż błędy można było usunąć) książka Anny Starobiniec, dziennikarki rosyjskiej, jest świetna. Gatunkowo podpada pod fantastykę, dodatkowo do czynienia mamy z wieloma elementami metafizycznymi. Ale po kolei – akcja jest wielowątkowa, z perspektywy kilku związanych ze sobą postaci, podświadomie dążących do jednego – spotkania ze sobą. Jednakże w miarę rozwoju akcji niektórzy… zmienią się, bardzo dosłownie. Naszą główną bohaterką będzie Masza, fotoreporterka, była matka, była żona. Swoje dziecko oddała do domu opieki nad dziećmi niepełnosprawnymi, mąż zostawił ją dla innej kobiety. Nie wie, że jej przeznaczenie, a także przeznaczenie jej dziecka, jest inne niż wszystkich. Ona bowiem jest matką wybawiciela z przepowieści Kościanej. Mamy też ojca dziecka, Josifa, który dał się zwieść szatanicy Lucyfie, która odwiodła go od dziecka i żony, która ma się okazać ostatecznym przeciwnikiem Chłopca. Chłopiec jest kolejnym bohaterem książki, wybawca Nawi, jedyny mogący przeciwstawić się mocy Lucyfy. Ostateczna walka coraz bliżej…

W książce dzieje się dużo, akcja rozgrywa się w dwóch pokrywających się rzeczywistościach. Świat nieuchronnie zbliża się ku końcowi, nieważne który… W naszym świecie, Jawi, nastąpi trzecia wojna światowa, wielkie kataklizmy. Wydawać by się mogło, że autorzy portalu www.przesuniecie.ru (a także jego odmian w innych językach) znają pewny sposób na przeżycie. Czy aby na pewno? Po drugiej stronie, Nawi, mamy różne dziwadła, Nieczyści, którzy są tam uwięzieni, czekają na zbawienie. Iwan ma być ich zbawcą. Kiedy dorośnie, stanie do walki z Lucyfą i ją pokona. Czy aby na pewno?

“Schron 7/7″ jest jedną z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek miałem przyjemność czytać. Idealnie połączenie wszystkich wątków w całość, świetne przejścia między postaciami i rzeczywistościami, niezwykła pomysłowość i świetna fabuła. Warta polecenia każdemu fanowi (zwłaszcza rosyjskiej) literatury fantastycznej.

Końcowa ocena – 9/10.

Pożegnalny blues

Ostatnia powieść o detektywie Rebusie jest genialnym zwieńczeniem całej serii. John Rebus dostaje sprawę morderstwa rosyjskiego poety. Wiele wskazuje na to, że mogła być sprawka przebywających w tym samym czasie w Edynburgu Rosjan, którzy prowadzili rozmowy biznesowe, poeta bowiem miał wielu wrogów w ojczystym kraju, którego rząd krytykował. W jednym ze swoich wierszy obraził także jednego z członków delegacji. Do tego wszystkiego nagle wplatany jest wątek Cafferty’ego, którego Rebus nieustannie próbuje posadzić za kratkami… W pewnym momencie Rebus posuwa się za daleko ze swoją bezczelnością i zostaje zawieszony, a po spotkaniu z Caffertym zostaje jedynym z głównych podejrzanych brutalnego pobicia byłego gangstera… Czy to mu przeszkodzi w dokończeniu sprawy? Jaki w tym wszystkim jest udział Dużego Gera? Kto zamordował poetę? Dlaczego Rebus zostaje wrobiony? Odpowiedzi na te i inne pytania poznajemy dopiero na końcu, za to same pytania wyłaniają sie z każdym dniem śledztwa. Nie ma chwili na wytchnienie, “Pożegnalny blues” sprawi, że ani przez chwilę się nie znudzimy, a tylko wynik śledztwa przewidziałby tylko najlepszy detektyw.

Mimo, iż John Rebus zda odznakę, zrobi to w świetnym stylu, który nieco rekompensuje jego odejście od służby. Jak zwykle nie zabraknie ciętego poczucia humoru, sarkazmu czy bezczelnego zachowania detektywa “bad boya”. Wiele wątków, zdających się być na pierwszy rzut oka powiązanymi ze sobą siecią intryg, okazuje się wcale nie istnieć, a Rebusowi tylko się zdawało… Jednak na koniec Rebus zrobi coś, o co byśmy go nie podejrzewali. Co? To już trzeba poznać samemu.

 

Końcowa ocena 9/10

Obsesja

Thriller (jak najbardziej) erotyczny (już mniej), w którym w głównych rolach kobiecych występują znana piosenkarka, Beyoncé Knowles, i jedna z Herosek, Ali Larter, która powinna była grać w Terminatrix zamiast Kristanny Loken, jest jednym z ciekawszych filmów ostatnich miesięcy. Wszystko zaczyna się niewinnie – Derek Charles, świeżo awansowany spec z rynku finansowego, właśnie wprowadził się do wymarzonego domu wraz ze swoją ukochaną żoną, Sharon, i synkiem, Kylem… Pewnego dnia wsiada do windy razem z atrakcyjną białą kobietą, która okazuje się być przysłaną na zastępstwo do firmy Dereka. Derek od razu wpada Lisie w oko. Po kilku dniach zostaje ona na krótko asystentką Dereka, w zastępstwie oczywiście. Ze swoich zadań wywiązuje się bez zarzutu, z wyjątkiem, kiedy Sharon dzwoni do biura… Lisa coraz bardziej zakręca się wokół przełożonego, w końcu dopadając go na imprezie firmowej z okazji Bożego Narodzenia, podczas którego najpierw podrywa i upija Dereka, a później rzuca się na niego w toalecie, lecz zostaje odrzucona. Następnego dnia obydwoje zachowują się jakby nic się nie stało, aż do momentu wyjścia Dereka z pracy. Lisa wparowuje do jego samochodu w płaszczu, który po chwili rozchyla ukazując się w samej bieliźnie. Tym razem Derek wkurza się nie na żarty i wyrzuca natrętną dziewczynę z samochodu. Jednak ona nie da za wygraną. Lisa będzie coraz śmielsza w swoich poczynaniach. Jak to się zakończy?

Jak widać, fabuła jest bardzo ciekawa. Muzyka jest jednak przeciętna, jednak akcja sprawia, iż nie przeszkadza to aż tak bardzo. Film ma kilka elementów, w których uderza “z grubej rury”, nie pozwalając nam się nudzić. Obsada aktorska nie jest wielka, jednak są w niej perełki, i nie chodzi mi tylko o Beyoncé, która zagrała bardzo dobrze, ale jest bardziej wabikiem przyciągającym tłumy do kin (tak samo jak część “erotyczny” w kampanii promocyjnej filmu), lecz także Jerry O’Connell, znany trochę starszej publiczności z serialu “Sliders – Piąty Wymiar”, oraz wspomniana Ali Larter, najbardziej w Polsce znana z seriali “Herosi”.

Zdecydowanie polecam, śmiało oceniając film na mocne 8.

Czarna księga

Najnowsza (w Polsce) książka Iana Rankina oparta na motywie zawieszonego superbohatera. John Rebus pod wpływem intuicji i zaistniałych okoiczności postanawia sposzperać w sprawie sprzed 5 lat, która nigdy nie została rozwiązana. Rebus dokopuje się coraz głębiej, jednak za jego odkrycia zapłacą inni, jak i on sam. Rebus zostanie zawieszony, co jednak go nie powstrzyma przed działaniem i, ostatecznie, rozwiązaniem sprawy. Akcja jest długa i bardzo ciekawa, ale łatwa do streszczenia mimo wszystko. Dobry gliniarz staje się lepszy, więc go zawieszają, dzięki czemu jest jeszcze lepszy. Jednak za pewną cenę, która nie jest aż tak straszna, jak się oczekiwało. Do tego dochodzą smaczki. Styl Rankina bardzo pasuje do tekstu – kryminał w oprawie kryminału w swoim najlepszym wydaniu. Mimo, że sceny znane z Kinga nie mają tu miejsca, nikt nie boi sie zakląć, czy dobitnie wyrazić swoje zdanie lub nawet sprzeciw. Na humor nie można narzekać, jeśli jest się fanem kryminałów, jest on iście filmowy. 3-osobowy narrator zręcznie wtrąca komentarze dotczyące domysłów Rebusa, opowiadając całą historię w ciekawy sposób.

Pozycja warta polecenia wszystkim fanom kryminałów, bardzo solidna. 8+/10

Czarna księga

Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?

Jest komedią w iście amerykańskim stylu. Humor nie jest wyrafinowany, miejscami absurdalny (postać Goriego – człowieka-krokodyla), bardziej nadaje się na scenariusz kolejnej komedii ze Stevem Martinem lub Leslie Nielsenem, z których zresztą ten pierwszy jest jednym z zamieszanych w zniknięcie pisarzy. Akcja jest podzielona na rozdziały, w których przedstawiane są zniknięcia kolejnych sław świata literackiego, z wyjątkiem rozdziałów ze Stephenem Kingiem (jak się później okaże – wybawicielem), które są przerywnikami między kolejnymi zaginięciami. Akcję obserwujemy z perspektywy tego samego narratora (nie ma zmian perspektywy, jeśli nasz bohater coś myśli, to narrator to opisuje), który jest wszechwiedzy. Zakończenie jest zaskakujące (oczywiście w stylu wspomnianych komedii). Język wykorzystany jest prosty, ze stron nie bije ambicja. Moim zdaniem jest to świetny materiał na scenariusz filmowy, jednakże ogólne wrażenie i tak jest całkiem dobre. Cytaty z okładek są przesadzone, ale nie można powiedzieć, że książka Kaplowa jest kiepska, nawet jeśli nie jest się fanem amerykańskich komedii –są momenty, kiedy nie da się nie zaśmiać, zwłaszcza w rozdziałach z Kingiem. Podsumowując – książka nie jest wybitna, ale takie książki są rzadkością na naszym rynku, ma w sobie „to coś” co sprawia, że chce się czytać dalej, ale była chyba pisana z nadzieją na zostanie scenariuszem, niż bestsellerem.

Ostateczna ocena – 6+/10

Kto zabija najsławniejszych amerykanskich pisarzy

Północ

Oryginalnie wydany w 1989 thriller przeniesie nas do Moonlight Cove, miasteczka, w którym przeprowadzana jest Zmiana… Ludzi przechodzą do kolejnego etapu człowieczeństwa – Nowych Ludzi. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem. Akcja zaczyna się już od pierwszej strony, jak to u Koontza, kiedy to spokojną Janice Capshaw, wdowę po miejscowym duchownym, która lubi biegać nocą dla zdrowia, napadają i mordują dziwne stwory… Jest to tylko jeden z kilku wypadków tego typu w tej okolicy, mających miejsce od miesiąca. Wszystkie ofiary są poddawane kremacji zwłok, coś tu nie gra. Aby zbadać sprawę dokładniej FBI wysyła Sama Bookera. W tym samym czasie do miasta przybywa siostra Janice, Tessa. Na krótko przed wysłaniem Bookera, FBI dostaje wiadomość od miejscowego weterana wojennego, który został kaleką dzięki wojnie w Wietnamie, Harry’ego Talbota, którego niepokoją wydarzenia w miasteczku. Samo Moonlight Cove jest kontrolowane przez Thomasa Shaddacka, który jest głównym sprawcą Zmiany. Jego, z założenia genialny, plan zmienienia wszystkich ludzi w lepsze istoty ma pewne wady – regresywnych, który możliwości otrzymane po Zmianie używają inaczej, niż było planowane… Booker jest sam przeciwko całemu miastu – bez względu na to, czy zostali poddani zmianie. Nie może liczyć na pomoc policji, została już ona zawładnięta przez Shaddacka. Jednak nawet udoskonalona policja nie potrafi sobie poradzić z małą Chrissie, która ucieka regresywnym aż dwa razy, a policja nie potrafi nawet jej znaleźć. W pewnym momencie nasi bohaterowie spotkają się w tym samym miejscu – aby wyruszyć na ostateczną rozprawę z kierownikiem zamieszania.

Fabuła oczywiście jest dużo bardziej rozbudowana, jednak ten opis powinien wystarczyć, żeby skusić do sięgnięcia po ten tytuł. Dodatkowo, obecne wydane, z 2009 roku, zawiera nowe posłowie autora, które dla każdego fana jest zawsze smaczkiem.

Styl Koontza jest niepowtarzalny – akcja rozwijająca się od samego początku, wielowątkowość jest przeprowadzona równolegle bez wrażenia, że coś istotnego z tych wydarzeń mogło nas ominąć, podczas patrzenia zza ramion innych postaci. Jego humor jest okraszony dużą ilością ironii i sarkazmu, sposób kreowania postaci w wielu wypadkach opiera się na stereotypach (Booker mógłby być zamiennikiem Max Payne’a, a Chrissie jest typowym inteligentnym dzieckiem, które musi irytować swoją bujną wyobraźnią i absurdalnymi pomysłami). Wszystko kończy sie szczęśliwie – jak w wielu jego książkach – bohaterowie wychodzą zwycięsko z nawet najgorszych starć. Jednak najpierw czeka ich długa droga, która ani na chwilę nie zanudzi czytelnika.

Końcowa ocena – 9.

KoontzPółnoc

Kapłanka w bieli

Najnowsza wydana w Polsce książka Trudi Canavan, pierwsza część trylogii “Ery Pięciorga”, opowiada nam o losach Aurayi, jednej z Białych, którzy są Wybrańcami Bogów. Fabuła zaczyna się dość standardowo – dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności w młodym dziecku zostaje rozpoznany wielki potencjał i zostaje ono zabrane na szkolenie. W niedługim czasie Auraya zostaje Białą i otrzymuje swoje pierwsze misje. Zostaje ona wysłana w świat z zadaniem zdobycia nowych sojuszników dla swego kraju, lub raczej bogów, gdyż to ich wolą jest, aby Biali zjednoczyli pokojowo wszystkie państwa. W swojej wyprawie Auraya się zakocha, jednak to trzeba odkryć samemu… Szybko po zdobyciu nowych sojuszników cale przymierze Cyrklian stanie w obliczu wojny z pogańskimi Pentadrianami – także wyznających pięciu bogów, także mających pięciu najwyższych kapłanów. Punkt kulminacyjny każdy znajdzie w książce inny, zależnie od gustu. Który to będzie, zostawiam już tym, którzy przeczytają.

Co zaś się tyczy stylu, to nie można się zawieść. Narracja jest świetna, czasami nawet przejawiająca dowcip. Akcja przenosi się nie tylko z rozdziału na rozdział, lecz także w nich, co już jest znakiem rozpoznawczym Canavan, który nie jest może oryginalny, ale rzadko komu tak dobrze wychodzi wyczucie momentu “przeniesienia” tej akcji do zupełnie innego miejsca.

O świetności książki można by mówić jeszcze długo, jednak żadne słowa nie wystarczą, aby oddać zachwyt, jaki odczuwałem podczas czytania. Rzadko kiedy bardziej się zachwycałem pomysłowością (w końcu nie każdy wymyśla, na przykład: całkiem nową florę i faunę), fabułą, postaciami i ich wyborami, czy umiejętnościami autora.

Bardzo mocno polecam wszystkim, nie tylko fanom fantastyki (może niektórzy nawet przekonają się co do tego gatunku – w końcu jest on bardzo obfity w dobrych pisarzy). Końcowa ocena – 9/10.

Kapłanka w bieli

Duchy moich byłych

Connor Mead kocha kobiety. Problem w tym, że wszystkie naraz. Connor po prostu bardzo lubi się zabawiać z kobietami. Związków nie uznaje, w miłość nie wierzy, dla niego istnieje tylko “niezobowiązujący seks”. Znany fotograf-uwodziciel (jak łatwo się domyśleć fotografuje on kobiety, zwłaszcza jeśli są one ubrane jedynie w bieliznę) ma młodszego brata, który jest jego kompletnym przeciwieństwem – jest spokojny, wychowany i… właśnie bierze ślub. Connor, wieczny imprezowicz, nie popiera tego pomysłu, ale twierdzi, że  to dobra okazja do kolejnych podbojów łóżkowych. Jego arogancki styl bycia przyciąga kobiety jak magnes, z wyjątkiem jednej – Jenny Perotti. Jenny  stara się tonować obecność i zachowanie Connora, jednak Connora nie zmieni żaden z żywych ludzi. Do tego potrzeba innej siły. Tak więc Connor podczas pobytu w łazience zostaje odwiedzony przez wujka Wayne’a, legendę podrywu i imprez, wzoru Connora. Zapowiada mu on… zmianę i to w ciągu najbliższej nocy. Connora odwiedzić mają trzy duchy… Czyż nie brzmi to znajomo? Tak, tak. Motyw z “Opowieści wigilijnej” przeniesiono do współczesności w odrobinie innym kontekście, co dało świetny wynik, nie tylko w fabule filmu. “Duchy moich byłych” to świetna komedia z mieszanką poczuć humoru – widz znajdzie w nim zarówno standardowe komediowe zagrywki, gagi, czy inne śmieszne sytuacje, dialogi, ale także i ironię i sarkazm, co razem stworzyło bardzo dobrą mieszankę. Dodać do tego dobrą obsadę (Matthew McConaughey, Jennifer Garner i Michael Douglas w rolach głównych) i dostajemy efekt “palce lizać”. Film na pewno nie rozczaruje, gorąco polecam.

W skali od jednego do dziesięcu przynaję 10. Już dawno tak dobrze się nie śmiałem w kinie!

Dzień Matki

Dziś, 26 maja, jest dzień matki. Wobec tego chciałbym złożyć życzenia wszystkim mamom, a zwłaszcza swojej (której już i tak złożyłem z samego rana :) ). Bez Was nie byłoby nas, to Wy nas urodziłyście i za to jesteśmy Wam wdzięczni. Nawet jeśli ktoś nie dogaduje się dobrze ze swoją mamą na codzień, to chociaż dzisiaj wypadałoby się wysilić  na telefon i życzenia, nie zaboli nikogo. Jeszcze raz, wszystkiego najlepszego wszystkim Mamom.

King razy pięć

“Stephen King na wielkim ekranie” to zbiór pięciu opowiadań, które zostały przeniesione na wielki ekran i swoim efektem zadowoliły Mistrza Kinga (ukłon w stronę autora jak najbardziej mu sie należy, w końcu nie każdy zostaje tak uznanym pisarzem). Do każdego z opowiadań (“1408″ , “Maglownica”, “Serca Atlantydów”, “Skazani na Shawshank” i “Dzieci kukurydzy”) zamieszona została krótka notka autora, zawierająca jego osobiste przemyślenia i nie tylko. Notki zamieszczony zostały przed opowiadaniami, jednak niektórzy mogą woleć przeczytanie ich dopiero po przeczytaniu opowiadania (aczkolwiek jeśli już wcześniej się je czytało, to być może dobrym pomysłem jest zaczęcie od notek, które sprawią, że wrażenie z czytania będzie inne niz wcześniej). Mimo, iż książka jest bardziej tak zwanym “skokiem na kasę”, jest warta polecenia, gdyż jest to bardzo udane wykonanie tego skoku. Aby nieznacznie poprawić wrażenie, jakie może dzięki temu się wytworzyć, dodam tylko, że to nie pomysł polskiego wydawcy, tylko amerykańskiego wydawnictwa Pocket Books (dla bardziej zaintrygowanych – tytuł oryginalny to  “Stephen King Goes to the Movies”). Więc tutaj “spisek” jest już większy ;)   Jednak ze względu na dobry pomysł i przyzwoity efekt chyba nawet najwierniejsi fani będa w stanie to wybaczyć.

Oceny nie będzie, gdyż to się mija z moim celem, który zakładał opisanie samego pomysłu, a nie opowiadań. Będzie jedynie “polecam”. Polecam. Bardzo.

StephenKingNaWielkimEkranie

« Starsze wpisy