Kick-Ass

Mój ostatni wypad do kina był bajkowy. Mianowicie „dawno, dawno temu”. Więc ze względu na osobistą okazję postanowiliśmy wybrać się na film. Postawiony przed wyborem między „Alicją w krainie czarów” a „Kick-Ass” stwierdziłem, że może lepiej pójść na ten drugi. Udany powrót do kina to to nie był. W zasadzie lepsze wrażenie zrobiła na mnie maszynka, którą dostałem gratis do swojego biletu. Całkiem przyzwoita jednoczęściówka. Ale wróćmy do tematu. Fabuła filmu zapowiadała się na komedię. Ot, typowy amerykański fan komiksów nagle postanawia stać się super bohaterem, podobnym do tych, o których czytał. Pierwsze próby nie wypadają najlepiej – podczas próby „skopania tyłków” parze oprychów, Dave dostaje klasyczną kosę w bebechy. Mało tego naszego bohatera dodatkowo potrąca samochód. Przynajmniej typki uciekły i nie ukradły samochodu. Mocne wejście, nie ma co. Po jakimś czasie Dave wraca do zdrowia, a jego status społeczny w szkole zmienia się w dość nietypowy sposób. Dave nie chciał, aby jego tożsamość jako Kick-Ass została wydana, więc poprosił sanitariuszy, aby milczeli o kostiumie. Dzięki czemu dorobił się metki geja. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dave zaprzyjaźnia się z dziewczyną swoich marzeń, Katie. Jej zainteresowanie naszym super bohaterem wzięło się z pogłosek o jego orientacji, rzecz jasna. Któregoś razu, szukając zaginionego kotka, Dave przez przypadek spada z billboardu, dzięki czemu potyka się o niego mężczyzna, którego goni trzech innych. Dzięki upadkowi tamci trzej doganiają swoją ofiarę i zaczynają ją okładać. Kick-Ass wkracza do boju i używając swoich niezawodnych pałek, niestety nie otrzymały one pieszczotliwych imion, jakimś cudem daje całkiem niezły wycisk gangsterom. Przy okazji zostaje sfilmowany telefonem komórkowym przez jednego z nastolatków przebywającego w pobliskim barze. Filmik oczywiście trafia na YouTube. I tak powstał Choca, znaczy tak powstała legenda Kick-Ass’a. W tym samym czasie, równolegle do poczynań Dave’a, w mieście pracuje lokalny Batman i asystentka. W tej roli Nicolas Cage. Big Daddy, bo tak się nazywa nasz Mroczny Rycerz w tym filmie, pracuje nad zlikwidowaniem Franka D’Amico, szefa lokalnego świata przestępczego, który przed laty doprowadził do zamknięcia Macready’ego, wówczas wzorowego policjanta, wrabiając go w handel narkotykami. Pośrednio w wyniku tego zmarła też ciężarna żona Damona, ale zdążyła urodzić córkę, którą podczas nieobecności taty zajmował się jego najlepszy przyjaciel, Marcus. W pewnym momencie losy Kick-Assa, Big Daddy’ego i Hit-Girl (córeczki Damona) się spotykają… Mimo wszystko nie zdradzam fabuły, bo ktoś może jednak zechce obejrzeć film. W obronie filmu dodam, że jednak miejscami był śmieszny, jednak polegało to na zwyczajnych “epic failach”, a nie jakimś błyskotliwym żartem. Co do reszty filmu… Efekty specjalne w filmie są bardzo miłe dla oka, aczkolwiek nic wielkiego to to nie jest. Dlaczego nazwałem Big Daddy’ego Batmanem? Wystarczy spojrzeć na jego przebranie. Naśladuje ono zbroję Batmana, z raczej nienajlepszym wynikiem. Natomiast Kick-Ass, ten to dopiero się napracowa. Dave Lizewski „ratuje świat” ubrany w… zieloną piankę do nurkowania, pasującą kolorystycznie kominiarkę, w traperach i… żółtych rękawicach ogrodowych. Muzyka w filmie jest zdecydowanie najlepszym elementem. Usłyszymy, między innymi, The Prodigy. Film nie jest warty polecenia także i ze względu na jakość tłumaczenia, z którą jest gorzej niż przeciętnie. Jest kilka miejsc, w których tłumacz się potknął, nie tylko w kwestii samego przekładu. Jednym z przykładów jest utworzenie nowej odmiany czasownika „zrobić”, według której mówi się „zrobiłbyście”, zamiast „zrobilibyście”, nawet jeśli to literówka, jest to niewybaczalne przeoczenie. Lub też „trzy ci w cztery”. Oczywiście „trzy” mogło oznaczać kij, aczkolwiek jest to raczej nieadekwatne do sytuacji, w której szef mafii się wkurza, bo ktoś zawraca mu głowę mało istotną sprawą. Wolę założyć, że zamiarem było tutaj raczej złagodzenie tego, niźli to miałby być błąd w pisowni tego. Złagodzenie przekleństw jest, aczkolwiek bardzo niekonsekwentne. Z jednej strony mamy „kij ci w dupę”, lub też pominięcie różnorakich „soczystych wyrazów”, a z drugiej „kurwa”, zamiast klasycznego “cholera”. Są też i błędy merytoryczne, co prawda nie są one ażtak rażące jak te, które serwują nam czasami tułmacze seriali emitowanych w Comedy Central. Na przykład przetłumaczenie pianki do nurkowania którą nosi Dave, jako kostium. Jest to błędem dlatego, że w tej scenie nasz bohater użala się nad sobą i jest dość krytyczny, wobec czego nie określa swojego acrygenialnego przebrania tym szczytnym mianem, tylko wali prosto z mostu.

Podsumowując, hasło reklamowe nie kłamało i „Kick-Ass” naprawdę „skopał mi tyłek”. Tak, że nie mam ochoty na drugą rundę. Dzięki temu filmowi zwątpiłem w pomysł regularnego chodzenia do kina, ale, na szczęście, przed filmem były puszczane zapowiedzi innych filmów, z których dwa bardzo mi się spodobały i zamierzam je obejrzeć, między innymi „Dorwać byłą” i „Nocna randka”.

Ocena końcowa 3/10.

1 komentarz »

  1. Fett Said:

    “zasadzie lepsze wrażenie zrobiła na mnie maszynka, którą dostałem gratis do swojego biletu.” – epic :D Miałem się wybrać na ten film do kina, ale dobrze zawczasu wiedzieć, że to kolejna produkcja nawiązująca do “hitów” o superbohaterach, gdzie trudno o dobre żarty, a śmiech wywołują jedynie idiotyczne sceny…


{ Kanał RSS komentarzy dla tego wpisu} · { Adres TrackBack }

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.